sierpień, 2008Archive

sie 20

Myszka Miki, Kopciuszek, Królewna Śnieżka i inne postaci słynnych bajek zakute w kajdanki i zabrane przez policyjne furgonetki – taką scenę mogli zaobserwować turyści odwiedzający Disneyland w kalifornijskim Anaheim – pisze “Dziennik”.

32 aresztowane osoby były pracownikami należących do Disneya hoteli. Protestowali przeciwko pracodawcy. Wygasły ich kontrakty, a zaproponowane nowe warunki pracy były gorsze.

najlepsza lokata

sie 16

Przeciętne wynagrodzenie w drugim kwartale wyniosło 2.951,36 zł.

Przeciętne wynagrodzenie w drugim kwartale 2008 roku wzrosło rok do roku o 11,6 proc. i wyniosło 2.951,36 zł wobec 2.644,34 zł w drugim kwartale 2007 r. oraz 2.983,98 zł w I kwartale 2008 r. – podał Główny Urząd Statystyczny.

Naprawdę śmieszne jest to co tu piszecie.!!!!! Te wszystkie statystyki są z kosmosu, bo zwykły przeciętny pracownik z pewnością tyle nie zarabia!!! Sprzedajecie ludziom same kłamstwa :( ((

Mowa o przeciętnej płacy… Propagandziści z wp.pl uczestniczą w ogólnoświatowej akcji przepierki mózgu. Nie ma się co emocjonować…

lokata w ing banku

sie 15

Ustawa o emeryturach pomostowych jest zagrożona, bo rząd obawia się związkowców – twierdzi “Gazeta Prawna”.

W czwartek Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej miało zakończyć prace i przesłać do Kancelarii Premiera gotowy projekt ustawy o emeryturach pomostowych po to, aby rząd mógł go przyjąć w sierpniu, a posłowie zająć się nim na początku września. Jak ustaliła “Gazeta Prawna”, nic takiego się nie stało. Resort pracy wciąż prowadzi w Komisji Trójstronnej negocjacje ze związkami i pracodawcami.

Nie możemy przerwać tak ważnych rozmów, bo tylko w ten sposób możemy przygotować projekt, który zagwarantuje spokój społeczny – wyjaśnia gazecie Jolanta Fedak, minister pracy i polityki społecznej. Deklaruje też, że jeśli uda się zakończyć prace w KT, to pod koniec sierpnia rząd przyjmie projekt ustawy.

Biblijna opowieść o kolosie na glinianych nogach wyjątkowo pasuje do sytuacji rządu – komentuje “GP”. Pozornie silny rząd, który zapowiadał szybkie zakończenie prac nad emeryturami pomostowymi, nie dotrzymał terminów. Jeżeli rząd nadal będzie tak prowadził negocjacje, to na liście uprawnionych do pomostów znajdą się wszyscy Polacy – ironizuje gazeta.

lokata aig bank

sie 04

Prezydent zakwestionował propozycję przepisów, zgdonie z którymi wynagrodzenia kadry menedżerskiej w spółkach skarbu państwa mogłyby rosnąć bez ograniczeń.

– Ustawę uważam za niemożliwą do podpisania – powiedział prezydent Lech Kaczyński na specjalnej konferencji prasowej. Stwierdził, że ustawa ma charakter „dystrybucyjny” i dodał: – Nie można wprowadzać zagrożenia, że kadra kierownicza będzie zawsze korzystać z dobrych wyników spółek (…) natomiast pozostali pracownicy mogą z nich skorzystać, ale nie muszą. W ten sposób prezydent, choć tego nie powiedział, przychylił się do próśb związków zawodowych, które apelowały o weto do tej ustawy. Według związków nowe przepisy uwalniają pensje menedżerów w sytuacji, gdy podwyżki innych pracowników firm państwowych i z większościowym udziałem Skarbu Państwa nadal będzie ograniczał wskaźnik wzrostu wynagrodzeń zapisany w budżecie.

Lech Kaczyński zaznaczył jednak, że ustawa zawiera cenne elementy, przede wszystkim dotyczące sposobu przekazywania pracownikom akcji firm, i ma zamiar zawrzeć je w przygotowywanej przez siebie ustawie o komercjalizacji i prywatyzacji. Prezydent dodał, że nie jest zwolennikiem obecnej ustawy kominowej i wie, jakie ona stwarza komplikacje.

Decyzję Lecha Kaczyńskiego skrytykował minister skarbu Aleksander Grad. – Prezydent opowiedział się przeciwko jawności prywatyzacji przedsiębiorstw, przeciwko prawu pracowników do akcji, przeciwko polskim samorządom oraz przeciwko jawności zasad wynagrodzeń – wyliczał Grad. Ustawa wróci teraz do parlamentu, który rozpatrzy weto. Poprzednio została przegłosowana tylko głosami koalicji PO – PSL.

Bogusław Piwowar, wiceprzewodniczący Business Centre Club, mówi krótko: – Decyzja prezydenta jest zła dla gospodarki.

porównanie lokat

sie 03

Dla osób żyjących z medycyny alternatywnej państwowe certyfikaty mogłyby stać się siłą napędową biznesów. Dotąd bowiem opierali się głównie na idealnych do powieszenia w gabinecie dyplomach wydawanych przez mniej lub bardziej znane instytuty (pseudo)naukowe.

Szkodliwi pseudomedycy

Główny problem z rozdawaniem certyfikatów nie polega jednak na tym, czy je w ogóle wprowadzać. Chodzi raczej o to, że decydując się na takie rozwiązanie, zaczniemy dzielić bioterapeutów na „dobrych” (czyli uzdrowicieli) i „złych” (czyli szarlatanów). Tymczasem większość niekonwencjonalnych metod jest nieweryfikowalna.

Rozmaite formy medycyny niekonwencjonalnej są źródłem dochodów setek tysięcy ludzi na świecie, ale nigdy nie udało się dowieść w kontrolowanych warunkach ist-nienia zjawisk, na które powołują się bioenergoterapeuci – w tym samej bioenergii.

Wydawanie przez ministerstwo certyfikatów to w istocie mieszanie się aparatu państwowego do świata prywatnych wierzeń i nadawanie formalnej rangi czyimś przekonaniom bez poddania ich jakiejkowiek obiektywnej weryfikacji.

Co gorsza, nie wyeliminuje to z rynku tych najgroźniejszych pseudomedyków, którzy niejednokrotnie namawiają zdesperowanych ludzi do porzucenia zalecanych przez lekarzy naukowych metod leczenia. Tadeusz Z. z Piwnicznej mówi wprost swoim chorym na raka „pacjentom”, by ograniczyli się jedynie do przykładania w miejscu, gdzie jest nowotwór, woreczków wypełnionych jonizującą hubą brzozową (do kupienia u niego na miejscu, 300 złotych za kurację). W całym kraju wciąż popularni są przybysze z Dalekiego Wschodu leczący preparatami z węży czy żółwi, a także wyjątkowo groźnymi dla zdrowia pochodnymi amfetaminy.

Sposób na bezradność

Zdaniem psycholog doktor Joanny Heidtman popularność medycyny niekonwencjonalnej to znak czasu. – Medycyna klasyczna jest już bowiem tak wysoko wyspecjalizowana, że poszczególni lekarze często nie widzą w pacjencie człowieka, a jedynie złamaną rękę czy chory kręgosłup.

Pan Adam z Rzeszowa przyznaje, że choć całe życie nie wierzył w „szarlatanerię”, gdy jego córka zachorowała na ziarnicę, chwytał się każdej deski ratunku: – Organizm nie zawsze reagował na kolejne dawki chemioterapii, jeździliśmy więc równocześnie po zielarzach, bioenergoterapeutach i uzdrowicielach. Warunek postawiony także przez lekarzy był tylko jeden: nie rezygnujemy z tradycyjnego leczenia onkologicznego. Nie wiem, czy wierzyłem, że się uda, na pewno chciałem wierzyć. I nawet teraz, kilka miesięcy po śmierci Ani, choć wiem, że skutek tych wojaży był żaden, mam poczucie, że zrobiliśmy wszystko.

Dlatego gabinety medycyny niekonwencjonalnej nie znikną. Pozostaje pytanie o kryteria, według których będą przyznawane certyfikaty. By skutecznie oddzielić pana leczącego hubą raka od bioterapeutów, którzy zapewniają, że nie leczą, a jedynie wspomagają i każdego klienta wysyłają do zwykłego lekarza.

lokaty

Praca za granicą