styczeń, 2009Archive

sty 30

Bardzo się cenię i nie chcę pracować w podrzędnej firmie. Atrakcyjni według mnie pracodawcy nie szukają teraz pracowników. Jak ich zmusić, żeby zaprosili mnie na rozmowę?

“Szukam pracy od dwóch miesięcy – pisze do nas internautka. – Jestem architektem i chciałabym pracować w jednej z najlepszych pracowni projektowych. Może ktoś pomyśli, że jestem zarozumiała, ale bardzo się cenię, byłam jedną z najlepszych na bardzo trudnych studiach. Ukończyłam naukę w lipcu, odbyłam też staż w USA. Dopiero teraz wzięłam się za poszukiwania pracy. I mam kłopot. Wysyłam CV do firm, w których chciałabym pracować, ale nie otrzymuję informacji zwrotnej. Kilka życiorysów wysłałam nawet tradycyjną pocztą i też nic. Zaczęłam dzwonić do tych firm, ale albo recepcjonistka mnie zbywała, albo pracodawca twierdził, że nie widział mojego CV, nie wie, o co mi chodzi i w ogóle nie szuka pracowników.

Wiem, te firmy nie szukają obecnie pracowników. Ale nie będzie mnie satysfakcjonować praca w firmach, które się ogłaszają. Chcę zacząć u najlepszych. Zdaję sobie sprawę, że postawiłam sobie trudny do osiągnięcia cel. Ale nie będę pracować w podrzędnych firmach, jeśli nie sprawdzę co o mnie myślą szefowie najlepszych biur projektowych. Tylko jak do nich dotrzeć, skoro nie chcą nawet ze mną porozmawiać, a moje CV wyrzucili do koszta? Myślę o tym, by odwiedzić ich osobiście, ale nie wiem, czy jest to dobrze postrzegane – może nie potraktują mnie poważnie, stwierdzą, że coś ze mną nie tak? Co zrobić, żeby dali mi szansę choćby zaprezentować się?

Jeśli od nich usłyszę, że jestem do niczego, wtedy będę odpowiadać na ogłoszenia internetowe i prasowe. Czy rzeczywiście szukający pracę są skazani tylko na odpowiadanie na opublikowane oferty. Co zrobić jeśli sami sobie znaleźli pracodawcę? A może ja zwyczajnie jestem niedostosowana do rynku pracy i mam zbyt duże oczekiwania?”
anoniomowa internautka

- Dobrze, że wzięła pani inicjatywę w swoje ręce. Nie nic złego w tym, by wysyłać życiorysy do firm, które nie szukają pracowników – twierdzi Irena Dobrowolska, doradca porównanie lokat personalny. – Jeśli nie szukają dziś, może będą szukać jutro. Dobrze też, że chce się pani do nich wybrać. Obecnie kandydaci są bardzo wygodni, myślą, że wystarczy wysłać CV mailem i sprawa załatwiona.
Nie zawsze tak jest. Na rynku istnieją firmy, które wychodzą z założenia – „kandydat musi udowodnić, że mu zależy”. Pytanie przez telefon o wynik rekrutacji nie jest niczym złym, a nawet jest wskazane. Może warto wykonać nawet kilka telefonów i poprosić o rozmowę z szefem lub osobą odpowiedzialną za rekrutację. Proszę spróbować umówić się na rozmowę i konieczne zabrać ze sobą projekty, którymi może się pani pochwalić. Musi pani wykazać dlaczego chce pracować w tej właśnie firmie i że zasługuje pani na zatrudnienie w niej. Jeśli nawet szef panią nie zatrudni, być może powie o planowanych rekrutacjach w przyszłości. Być może warto poczekać kilka miesięcy, może zostanie pani zapamiętana. W żadnym razie proszę się nie niecierpliwić i konieczne ponawiać próby. Proszę pamiętać, że doskonali kandydaci szukają doskonałej pracy czasem nawet rok.

Osoby aktywne na rynku postrzegane są bardzo pozytywnie. Warto też wybrać się do renomowanej agencji doradztwa personalnego. Bardzo często najlepsze firmy w branży szukają kandydatów poprzez specjalistów od rekrutacji. Jestem pewna, że od nich więcej się pani dowie na temat możliwości pracy w danej firmie. Może zainteresuje się panią np. head hunter, którzy będzie przygotowywał rekrutację za kilka miesięcy. Warto też pomyśleć nad tym, by zatrudnić się w firmie, która ma wakaty, a jednocześnie szukać pracy w innej, lepszej firmie. Uważam, że fakt, iż nie ma pani doświadczenia, nie dyskwalifikuje, by pracować w renomowanych pracowniach. Niemniej proszę pamiętać o nabywaniu doświadczenia nawet w nieco gorzej postrzeganych przez panią firmach.
Za rok szef doskonałej firmy, może być zdziwiony, że na zatrudnienie wolała pani czekać np. rok, niż zatrudnić się i szkolić w zawodzie – dodaje Dobrowolska.
not. Krzysztof Winnicki

sty 29

Zdaniem posłów PiS, rządowy projekt zmian w Karcie Nauczyciela jest niekorzystny dla nauczycieli, którzy – według ugrupowania – w rzeczywistości stracą, pomimo podwyżek przewidzianych w nowych przepisach. PiS domaga się przerwania sejmowych prac nad projektem.

Rządowy projekt nowelizacji Karty Nauczyciela, nad którym pracuje sejmowa Komisja Edukacji, zakłada m.in. zmianę wskaźników, według których oblicza się średnie wynagrodzenie nauczycieli na poszczególnych stopniach awansu zawodowego. Zgodnie z nowymi wskaźnikami najbardziej wzrosną pensje nauczycieli stażystów.

Projekt mówi też o zwiększeniu o jedną godzinę tygodniowo tzw. rejestrowanych godzin pracy nauczycieli. Chodzi o dodatkową godzinę spędzoną z uczniami mieszczącą się w ustawowym 40- godzinnym tygodniu pracy.

Na piątkowej konferencji prasowej w Sejmie poseł Sławomir Kłosowski powiedział, że według nowych przepisów nauczyciele mieliby otrzymać w 2009 r. 6,7% podwyżki.

Zaznaczył jednak, że po wzięciu pod uwagę przyszłorocznej inflacji, szacowanej przez niezależnych ekonomistów na 4% (według szacunków rządu – 2,9%), realne podwyżka dla nauczycieli wyniesie 2,7%.

Poseł zwracał uwagę, że projekt zmian w Karcie Nauczyciela zakłada nie tylko podwyżkę, ale również wydłużenie czasu pracy nauczycieli o 11%. Wychodzi na to, że nauczyciele na tej podwyżce (…) stracą – ocenił Kłosowski.

Najwięcej – jego zdaniem – stracą nauczyciele dyplomowani i mianowani, na zero, z lekkim wskaźnikiem minusowym wyjdą – według Kłosowskiego – stażyści i nauczyciele kontraktowi.

Poseł PiS podkreślił również, że oprócz – jak mówił – “rzekomych” podwyżek, nauczyciele odczują skutki ustawy o emeryturach pomostowych (ustawą zajmie się Senat na przyszłotygodniowym posiedzeniu). Według tej ustawy, większość nauczycieli straci prawo do “pomostówek”.

Kłosowski jest zdania, że odebranie nauczycielom praw do porównanie lokat bankowych wcześniejszych emerytur “zablokuje dostęp do zawodu młodym nauczycielom”.

Poseł Zbigniew Dolata ocenił z kolei, że istnieje zagrożenie, iż tryb prac nad nowelizacją Karty Nauczyciela jest niezgodny z Regulaminem Sejmu.

Jak wyjaśnił, chodzi o przepis Regulaminu mówiący o tym, że wszelkie zmiany, które dotyczą “jednostek samorządu terytorialnego powinny być opiniowane przez organizacje samorządowe, które wchodzą w skład Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego”.

Według Dolaty, ten wymóg w przypadku projektu zmian w Karcie Nauczyciela nie został spełniony. “Rząd konsultował inną wersję projektu – tę, która dotyczyła zwiększenia pensum. Nie konsultował tej wersji, która ostatecznie została skierowana do Sejmu (przewidującej dodatkową godzinę pracy tygodniowo)” – powiedział poseł.

Dlatego, jak zapowiedział Dolata, PiS będzie postulował podczas piątkowego posiedzenia Komisji Edukacji przerwanie prac nad projektem, “aż do ostatecznego wyjaśnienia” kwestii konsultacji z organizacjami samorządowymi.

Zdaniem posła PiS, gdyby tak się nie stało, zmiany w Karcie Nauczyciela mogłyby się okazać niekonstytucyjne.

Kłosowski dodał, że jego klub liczy się z tym, że Komisja odrzuci wniosek ugrupowania dotyczący przerwania prac nad projektem. Dlatego, jak zapowiedział, PiS skieruje pismo do marszałka Sejmu w sprawie niezgodnego z regulaminem Izby – w ocenie klubu – trybu prac nad nowelizacją Karty Nauczyciela.

sty 12

Według szacunków Głównego Urzędu Statystycznego jako opiekunki do dzieci pracuje w Polsce około 35 tys. osób. Zawód ten ciągle nie jest regulowany. Tymaczasem nianie są coraz popularniejsze i coraz więcej zarabiają. Do łask powraca też zawód guwernantki.

Według szacunków Głównego Urzędu Statystycznego zawód opiekunki do dzieci wykonuje w Polsce około 35 tys. osób. Na przykład absolwentki pedagogiki, studentki, a także kobiety dorabiające do emerytury. Średnie zarobki w tej branży na tzw. czarnym rynku dochodzą do 2 tys. zł, pisze “Gazeta Prawna”.

O tysiąc więcej musi dopłacić osoba, która chce zatrudnić takie osoby legalnie. Jednak kwoty te są i tak niewielkie w porównaniu z tymi, które muszą wydać rodzice zatrudniający u siebie guwernantki. Te nie podejmują pracy w Warszawie za mniej niż 4 tys. zł miesięcznie.

Zawód niani do dzieci jest i pozostanie niereglamentowany. Co innego w przypadku medycznych opiekunek do dzieci (głównie pracujących w żłobkach). Te traktowane są przez Ministerstwo Zdrowia jako wykonujące zawód tzw. okołomedyczny i zgodnie z projektem ustawy o niektórych zawodach medycznych będą musiały spełnić szereg prawnych wymogów. Jeśli ustawa zostanie uchwalona lokaty bankowe w proponowanej postaci, zawód opiekunki medycznej stanie się zawodem regulowanym. Warunkiem koniecznym do jego wykonywania będzie m.in. ukończenie liceum medycznego lub szkoły policealnej i uzyskanie dyplomu opiekunki dziecięcej.

Na rynku jest bardzo wiele agencji, które pośredniczą w poszukiwaniu profesjonalnej niani. Głównie są to agencje doradztwa (takie jak Agencja Niań Maja, Warszawskie Centrum Opieki), które prowadzą w imieniu rodziców rekrutacje opiekunek. W takich przypadkach prowizja firmy pomagającej w znalezieniu opiekunki wynosi dodatkowo od 1-1,5 tys. zł.

Niewiele jest na rynku firm (na warszawskim tylko jedna – Nanny Express), które same zatrudniają nianie i delegują je do pracy.
Katarzyna Wiśniewska
(więcej w “GP”)

Praca za granicą